Wystawa bez wernisażu

Który to artysta jest tak zajęty i tak skromny, że nie ma czasu i potrzeby uroczyście świętować jubileuszowej wystawy?

Tadeusz Szweda miał zostać malarzem…, ale nie takim od obrazów. Pobierając nauki u Teodora Sypniewskiego, otarł się o hobby swego mistrza, który malował tzw. landszafty. Raz, widząc zainteresowanie ucznia, pozwolił mu coś skopiować.

Dziś Tadeusz Szweda ma 45 –letni dorobek artystyczny, mieszka w Blękwicie. Tworzył pod szyldem Związku Plastyków Amatorów w Koszalinie, Stowarzyszenia Artystów Plastyków Azyl, w ostatnich latach doszedł Klub Artystów Pasja przy Miejskiej Bibliotece Publicznej w Złotowie. Nasz jubilat wypracował swój rozpoznawalny styl - ciepłe barwy, harmonia i spokój to cechy, które dominują w motywach zaczerpniętych z natury bądź ze złotowskich ulic.

Pan Tadeusz ma za sobą plenery, wyjazdy, wystawy i mamy nadzieję, że ma równie wiele pięknych i twórczych lat przed sobą.

Zapraszamy do Muzeum na wystawę malarstwa Tadeusza Szwedy.

Złotów. I tak wszyscy wiedzą.

Złotów. I tak wszyscy wiedzą

Tytuł mógłby brzmieć Grójec. Albo Malbork. Bo nie chodzi o szczegół, ale o istotę: to książka o Polsce, która jest poza zaklętym kręgiem stołecznego Placu Zbawiciela. O prawdziwej Polsce, z której niemal wszyscy jesteśmy, choć o tym zapominamy. Wybraliśmy Złotów z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że miasto wielkości 19 tys. mieszkańców można ogarnąć jako wspólnotę. Po drugie – osobiste konotacje pozwalały przekroczyć próg intymności. Po trzecie nazwa Złotów kryje w sobie sekret – poza wtajemniczonymi nikt nie wie, czy to prawdziwe miasto, czy wymyślone, bo niewielu kojarzy je na mapie. Nazwę można czytać dwojako: może to być miasto zła, albo miasto złota. W zależności od interpretacji będzie to więc miejsce, do którego warto dążyć, albo miejsce, z którego trzeba się wyrwać. Oczywiście jest to także książka o ludziach, którzy się wyrwali – o piłkarzu z Legii Warszawa, o profesorze, który w swojej dziedzinie stał się autorytetem globalnym, choć w bardzo wąskiej specjalizacji.

Ale nie jest to książka o warszawskich słoikach, bo jest przecież o tych, którzy zostali tam, gdzie potrafili znaleźć albo zapuścić korzenie. To nie jest powierzchowna książka, jakich powstają teraz setki tysięcy. Każdy celebryta pisze książkę o gotowaniu, malowaniu paznokci albo o dobieraniu krawata czy szpilek. Taką książkę można napisać w 5 dni. To prawdziwa książka. Wymagała dwudziestu miesięcy życia z ludźmi, o których opowiada. Jest o śmierci i o tym, czy po drugiej stronie istnieje jakaś wieczność. No i o miłości. Przede wszystkim o miłości albo o tym, kiedy jej w nas zabraknie. O wszystkim, co sprawia, że na progu XXI wieku jesteśmy tymi, kim jesteśmy.

Grzegorz Kapla

DMC Firewall is a Joomla Security extension!